O blokowaniu stron www słów kilka

www.sxc.hu

Wczoraj (10.02) odbyła się zorganizowana przez Fundację Panoptykon debata na temat propozycji wprowadzenia obowiązku blokowania stron internetowych w Unii Europejskiej.

Temat blokowania stron www jest bardzo szeroko komentowany w mediach.

Jednocześnie widać bardzo wyraźnie, że wykształciły się dwa obozy – zwolenników i przeciwników.

Fakt, obok tego „pomysłu” nie da się przejść obojętnie.

Dodatkowo na początku tego tygodnia francuski Parlament ostatecznie przyjął ustawę określaną jako LOPPSI. To skrót od Loi d’orientation et de programmation pour la performance de la sécurité intérieure. Ustawa dotyczy bezpieczeństwa wewnętrznego, ale jest istotna dla internautów szczególnie z powodu art. 4, który przewiduje blokowanie stron internetowych w imię walki z pedofilią.

Francuski akt prawny znajdujemy tutaj: http://www.assemblee-nationale.fr/13/projets/pl1697.asp

Art. 4 stanowi (tłumaczenie własne):

Artykuł 4 chroni użytkowników przed zdjęciami z pornografią dziecięcą. Liczba zdjęć z pornografią dziecięcą w Internecie od kilku lat stale rośnie. (…)

Kiedy obrazy lub wizerunki małoletnich o charakterze pornograficznym są przechowywane we Francji, ustawodawstwo pozwala sądom cywilnym nakładać odpowiednie sankcje aż do zamknięcia witryny.

Jednak większość zdjęć z pornografią dziecięcą jest publikowana w Internecie przez strony internetowe hostowane poza Francją. To dlatego wiele ościennych demokracji opracowało urządzenia techniczne, aby zablokować dostęp do tych stron. Tak jest w przypadku Danii, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Holandii i Szwecji.

Widać pierwszy argument – blokujemy strony www bo inne państwa też to wprowadziły.

Oczywiście przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości twierdzą, że pomysł wdrożenia blokowania stron jest dobry.  W materiałach publikowanych przez Onet.pl możemy przeczytać, że:

Przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości Tomasz Darkowski zwrócił uwagę, że ten „spisek” (wstępne porozumienie ws. blokowania stron internetowych zawierających dziecięcą pornografię) narodził się „w zaciszu 27 państw”, czyli krajów członkowskich Unii Europejskiej. Tomasz Darkowski podkreślał, że intencją rządu jest blokowanie jedynie treści z pornografią dziecięcą, nie innych. – Nie chcemy utworzenia żadnego cenzora – uspokajał.

Hmm jak na tak poważny krok jak wprowadzenie możliwości blokowania stron to argument o tym, że inne państwa to robię więc to jest dobre – mnie osobiście nie przekonuje.

Natomiast przekonuje mnie stanowisko jakie na blogu (jakubspiewak.pl) opublikował Jakub Śpiewak, Prezes Fundacji Kidprotect:

I. Filtrowanie/Blokowanie jest nieskuteczne.

Każdy, kto zna się choć trochę na technicznych aspektach funkcjonowania internetu, wie, że kontrola oparta na filtrach DNS jest możliwa do obejścia i to w łatwy sposób. Nie jest moją rolą pisanie samouczka, jak to zrobić. Powstaje jednak pytanie, po co tworzyć filtry, które pedofil obejdzie bez trudu? Mogę założyć się, że po wprowadzeniu tego rodzaju filtrów dość szybko w sieci pojawią się samouczki o tym, jak te filtry obchodzić.

II. Filtrowanie/Blokowanie nie pomaga walce z pornografią dziecięcą.

Blokowanie to czynienie treści niedostępnej (na tyle, na ile się da). Treści pedofilskie nie znikają z sieci za sprawą blokowania, po prostu utrudnia się dostęp do nich. Nie rozwiązujemy problemu, lecz zamiatamy go pod dywan. Śmieci zamiecione pod dywan nie znikają i dalej cuchną. Zadania, jakie powinniśmy stawiać przed sobą to:

  1. Ustalenie, kto treści wytworzył i kto je opublikował oraz ukaranie tych osób zgodnie z obowiązującym prawem (od siebie dodam – jak najsurowiej).
  2. Ustalenie tożsamości dzieci przedstawionych w takich materiałach, dotarcie do nich i udzielenie im pomocy psychologicznej
  3. USUNIĘCIE tych treści z sieci na tyle, czyli np. zlikwidowanie strony, usunięcie serwera z sieci, odcięcie osób udostępniających treści w sieciach P2P.

W dyskusji na temat filtrowania/blokowania ze strony wspierającej cenzorskie zapisy Fundacji Dzieci Niczyje pojawił się argument, że takie rozwiązanie jest niezbędne dla dobra dziecka. Dziecko powinno bowiem dowiedzieć się, że te treści nie są dostępne. Problem w tym, że taki komunikat byłby i tak komunikatem całkowicie nieprawdziwym, a jedną z podstawowych zasad (o czym specjaliści z FDN wiedzieć powinni) jest to, by nie składać w takiej sytuacji dziecku obietnic bez pokrycia. Obietnice bez pokrycia naruszają poczucie bezpieczeństwa dziecka i jego zaufanie do osób pomagających. Komunikat ten będzie zaś nieprawdziwy, gdyż:

  • Zdjęcia lub filmy nadal są przecież online, tylko zablokowano dostęp do nich tym, którzy nie potrafią obejść blokad.
  • Zdjęcie raz wrzucone do sieci wymyka się kontroli. Zablokowanie czy usunięcie nie chroni nas przed taką oto sytuacją, że ktoś przed zablokowaniem adresu zapisał zdjęcie na swój dysk i opublikuje je w innym miejscu sieci, gdy adres źródłowy zostanie zablokowany.


III. Filtrowanie/Blokowanie szkodzi walce z pornografią dziecięcą.

Wiem, jest to teza dość kontrowersyjna, ale postaram się ją obronić. W 2010 roku udało się przeforsować zmiany w polskim prawie, dzięki którym policja może prowadzić działania operacyjne przeciwko osobom produkującym, utrwalającym i rozpowszechniającym pornografię dziecięcą. Jeszcze nie takie, jakich ja bym chciał, ale jednak. Chcemy, i tu panuje na ogół zgoda, by policjanci mogli stosować takie narzędzia pracy operacyjnej jak prowokacja policyjna, zakup kontrolowany, czy niejawna kontrola korespondencji, by namierzać osoby popełniające takie przestępstwo.

Jeśli wprowadzimy blokowanie treści, to osoba, która np. prowadzi stronę, będzie musiała zostać poinformowana o tym, że serwis został wpisany na czarną listę, aby mogła się od takiej decyzji odwoływać. Zostanie więc ostrzeżona, że znalazła się w obszarze zainteresowania organów ścigania. Policja nie będzie miała więc już możliwości podjęcia działań operacyjnych ani wobec tej osoby ani wobec osób, które korzystają z jej strony. Co więcej, może się zdarzyć, że ktoś zgłosi adres strony do zablokowania, procedura blokowania zostanie rozpoczęta, a osoba zainteresowana – ostrzeżona, choć policja już prowadzi wobec niej działania operacyjne i te zostaną “spalone”. W efekcie trwająca już od jakiegoś czasu praca i wydane na nią środki pójdą na marne.

Szkodliwość blokowania polega też na tym, że jest ono mniej czaso-, praco- i kosztochłonne niż normalna policyjna robota, która ma doprowadzić do ujawnienia i zatrzymania sprawcy. Mam nadzieję, że policjanci się tu na mnie nie obrażą, ale znając realia, śmiem z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że bardzo często będzie tak, że zamiast wszczynać trudne działania, często wymagające współpracy międzynarodowej, żmudnej i kosztownej pracy, po prostu strona będzie blokowana i wszyscy spoczną na laurach. A przecież nie o to nam chodzi.

Kolejnym istotnym argumentem przemawiającym za tą tezą jest konieczność tworzenia baz danych blokowanych serwisów. Rodzi to ryzyko wycieku informacji, które dla osóļ zainteresowanych takimi treściami będą oczywiście bardzo atrakcyjne. Raz, że ktoś może taką bazę wynieść i sprzedać. Dwa, że ktoś może złamać zabezpieczenia, wykraść dane i je udostępnić innym czy sam z nich korzystać.

IV. Filtrowanie/Blokowanie jest niebezpieczne dla demokracji.

Wolność słowa sprawia, że możemy toczyć dzisiaj taką debatę. Wolność słowa sprawia, że możemy protestować przeciwko temu, co się nam podoba i wspierać to, co wspierać chcemy. Jest to wartość niezwykle istotna, a nawet kluczowa, dla demokracji i wymaga szczególnej ochrony. Chciałbym, byśmy doczekali się w polskiej konstytucji takiego zapisu, jaki zawiera konstytucja USA – czyli tego, że nie można uchwalać prawa naruszającego i ograniczającego wolność słowa.

Wprowadzenie blokowania oznacza, że państwo zainstaluje u operatorów telekomunikacyjnych, a raczej operatorzy na żądanie państwa będą musieli zainstalować infrastrukturę techniczną, która będzie odpowiadać za blokowanie. Dzisiaj rządzący obiecują, że chodzi wyłącznie o pornografię dziecięcą. Jeszcze rok temu mówili, że chodzi o pornografię dziecięcą i hazard. Posłowie PiS chcą ograniczać agresję w internecie przeciwko politykom (czytaj – “jak nas krytykujesz, to Cię zablokujemy”). Rząd walczył z dopalaczami. Istnieje bardzo poważne niebezpieczeństwo, że, gdy już taka infrastruktura techniczna się pojawi, katalog treści wymagających blokowania będzie rozszerzana. Wierzę, że obecny rząd tego robić nie będzie. Ale… co jeśli do władzy dojdzie np. Prawo i Sprawiedliwość i postanowi wdrożyć swoją wizję, iż Prezesa krytykować nie wolno, bo to “niewyobrażalne chamstwo”?

V. Filtrowanie/Blokowanie szkodzi rozwojowi Polski.

Blokowanie kosztuje. Wymaga inwestycji w infrastrukturę, a potem jej utrzymywania, aktualizowania baz danych, troski o bezpieczeństwo gromadzonych informacji. Będą to, można się spodziewać, koszty niemałe. Państwo przerzuci je na operatorów telekomunikacyjnych. Są to jednak koszty, które nie służą uzyskiwaniu przychodu z działalności gospodarczej. Gdy państwo zmusza przedsiębiorców do ponoszenia dodatkowych kosztów, oczywistym jest, że jakoś koszty te muszą być przez firmy finansowane. Jak? To akurat oczywiste – poprzez podnoszenie cen.

Blokowanie oznacza również wolniejsze działanie internetu. Wszak konieczne jest przed przesłaniem pakietów danych wykonanie dodatkowego zapytania do bazy zawierającej zablokowane adresy.

Polska musi dbać o jak największą powszechność dostępu do internetu szerokopasmowego. Od tego zależy rozwój młodego pokolenia, rozwój nauki, innowacyjność, konkurencyjność naszej gospodarki. Każda partia polityczna opowiada o tym w swoim programie wyborczym. (Przypominam – w tym roku są wybory parlamentarne, na pewno więc o tym wiele razy usłyszymy.) Nie stać nas jako kraju na to, by podnosić koszty dostępu do sieci.

Tym, co smuci mnie w dyskusji na temat blokowania, jest stosowanie przez jedną ze stron szantażu moralnego. Niedopuszczalnym bowiem jest w moim przekonaniu stawanie przeciwników blokowania w roli zwolenników pornografii dziecięcej czy też osób, którym dobro dzieci nie leży na sercu. Uznaję takie argumenty za brak przyzwoitości. Obu stronom dobro dzieci leży na sercu. Obie strony sporu chcą walczyć z pornografią dziecięcą. Inaczej jednak postrzegają środki tej walki. Warto o tym pamiętać.

Zgadzam się. Materiały które trafią do Internetu rzeczywiście w nim pozostają.

Z drugiej strony liczę na to, że są sposoby na to aby ograniczyć dostęp nieletnich (zwłaszcza dzieci) do treści nielegalnych – w tym pornograficznych – w sieci. Zdarzyło mi się nawet kiedyś wpisując w Google hasło „wypracowania szkolne” trafić na stronę, która bynajmniej nie takie treści prezentowała.

Wydaje się, że problemów związanych z pomysłem blokowania stron jest dużo. Kto będzie decydował o blokowaniu? Jak zablokować stronę hostowaną na Wyspach Dziewiczych albo w RPA?

Tak więc jest to problem. Tylko środki które wybrano rodzą ryzyka na które zwraca uwagę m.in. Fundacja Panoptykon – którą poprosiliśmy o stanowisko w tej sprawie (podziękowania dla Pani Katarzyny Szymielewicz – Prezes Fundacji Panoptykon):

O co faktycznie chodzi w sporze o blokowanie sieci w kontekście walki
z tzw. pornografią dziecięcą? Bynajmniej nie o to, czy dzieci trzeba
chronić przed przemocą seksualną, jaką jest również rozpowszechnianie
obrazów ich wykorzystywania. W tym punkcie panuje zrozumiała zgoda.
Różnimy się co do metody. Zwolennicy blokowania wierzą, że ten środek
może skutecznie ograniczać dostęp do tego typu treści. Przeciwnicy, do
których zalicza się Fundacja Panoptykon, widzą w blokowaniu środek nie
tylko nieskuteczny, ale wręcz szkodzący walce z pornografią dziecięcą.
A przy tym bardzo niebezpieczny dla demokracji, bo otwierający furtkę
dla inwigilacji i cenzury Internetu.

Blokowanie nie działa, ponieważ nie likwiduje dostępu do treści, które
próbujemy wyeliminować. Zablokowane strony nie znikają z serwerów -
wciąż można do nich dotrzeć, wystarczy wybrać inną "drogę" w sieci.
Taką umiejętność, na poziomie podstawowym, jest w stanie opanować
każdy użytkownik Internetu w kilka minut. Co więcej: blokowane strony
są natychmiast przenoszone na inne serwery, co skutkuje najwyżej
kosztowną zabawą w kotka i myszkę. Jednocześnie, pojawia się ryzyko,
że organy ścigania w poczuciu tego, że "coś" zostało już zrobione, nie
zajmą się już dotarciem do sprawców i usuwaniem treści.

Blokowanie jest niebezpieczne dla wolności słowa, a nie jedynie dla
"wolności rozpowszechniania pornografii dziecięcej", jak przekonują
zwolennicy pomysłu. Po prostu nie jest możliwe ograniczenie blokowania
jedynie do konkretnych, przestępczych treści. Ofiarą cenzury muszą
paść także treści legalne. Po pierwsze dlatego, że wyznaczenie twardej
granicy pomiędzy nielegalną pornografią dziecięcą, a legalną
pornografią czy erotyką jest niemożliwe. Po drugie dlatego, że nawet
bezdyskusyjnie nielegalne treści są zwykle przechowywane na stronach
razem z legalnymi, które blokujemy "przy okazji".

Osobny problem i samoistne zagrożenie dla demokracji to konieczność
stworzenia w Internecie infrastruktury, która umożliwi blokowanie
treści. Tego nie da się zrobić w oparciu o istniejące narzędzia -
trzeba zainwestować duże środki i wiedzę w zbudowanie odpowiednich
filtrów. Filtrów, które w przyszłości mogą posłużyć do blokowania
dowolnych treści, nie tylko tych, które dziś uznajemy za zakazane. Tym
samym budujemy nowy rodzaj infrastruktury krytycznej, która może
zostać przejęta i wykorzystana do walki politycznej lub wzmożonej
kontroli nad społeczeństwem.

Pełne stanowisko Fundacji Panoptykon dostępne jest na stronie www.

Co myślicie o tym pomyśle?


Tagi: , , , , , ,

Komentarze do artykułu O blokowaniu stron www słów kilka :

  1. http://www.mojageneracja.pl/9287076/blog/1168018944d52db307d683/

    http://www.mojageneracja.pl/9287076/blog/10566573944d52dad49db51/

    Tresci trzeba likwidować-blokowanie nic nie da. Przykład serwisu Wikilas pokazuje, iż takie dzialania są możliwe.