Gdzie kończy się granica odpowiedzialności inwestora?

Temat odpowiedzialności inwestora za zapłatę wynagrodzenia podwykonawców nadal budzi mnóstwo kontrowersji. Trudno bowiem jednoznacznie stwierdzić, gdzie kończy się granica ochrony podwykonawców, a gdzie powinna zacząć się ochrona inwestora (który też na tę ochronę zasługuje).

Wobec niejasnego brzmienia przepisów, wszystko rozchodzi się o szczegóły, dlatego procesy z podwykonawcami to ciężka przeprawa, a sądy wnikliwie weryfikują czy inwestor: miał wiedzę o podwykonawcach i czy wyraził zgodę na ich zatrudnienie.

W ostatnich miesiącach sądy często podejmowały tematykę odpowiedzialności solidarnej inwestora i wykonawcy. 17 lutego 2016 r. uchwałę w odpowiedzi na pytanie prawne sądu okręgowego w tej tematyce podjął Sąd Najwyższy, który potwierdził dotychczasową linię orzeczniczą w temacie tzw. zgody czynnej dorozumianej, natomiast odmówił podjęcia uchwały w bardzo istotnej moim zdaniem kwestii: co dzieje się w sytuacji gdy wynagrodzenie podwykonawcy jest wyższe od wynagrodzenia wykonawcy? Czy także ta część wynagrodzenia jest objęta solidarną odpowiedzialnością inwestora? W praktyce bowiem może się zdarzyć (i zdarza się), że wykonawca źle oszacuje wynagrodzenie należne od inwestora lub z uwagi na błędy i wady będzie zmuszony do wykonania prac dodatkowych / naprawczych. W konsekwencji kwota należna od inwestora za np. położenie połaci dachowej, może być niższa niż rzeczywisty koszt tych prac (wykonany przy pomocy podwykonawców). Stąd pytanie o to, dokąd sięga ewentualna odpowiedzialność inwestora, jest niezwykle istotne. Na ten moment jednak nie ma jeszcze uzasadnienia ww. uchwały.

Natomiast nie sposób nie zauważyć, że do tej pory, sądy częściej stawały w obronie podwykonawców, dość szeroko interpretując przesłanki odpowiedzialności po stronie inwestora. Nieco odmienną tendencję można zaobserwować w sporach, w których podmiotem pozwanym są np. gminy, samorządowe lub państwowe osoby prawne, a więc podmioty z tzw. sektora finansów publicznych. Argumenty powoływane w tych wyrokach z powodzeniem mogłyby mieć zastosowanie w procesach toczących się przeciwko tzw. podmiotom prywatnym. Dlaczego bowiem wymagać więcej od podmiotu prywatnego i obciążać go większym ryzykiem, skoro przepisy kodeksu cywilnego o odpowiedzialności solidarnej za wynagrodzenie podwykonawców nie dzielą inwestorów na publicznych i prywatnych?

Warto w tym miejscu przytoczyć świeży wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi z 16 lutego 2016 r., który co prawda dotyczył sytuacji, w której pozwanym był Wojewódzki Szpital, ale argumenty i problemy praktyczne są uniwersalne. Zdaniem Sądu, ponieważ w analizowanym stanie faktycznym:

- generalny wykonawca nie zgłosił inwestorowi faktu zawarcia umowy z podwykonawcą,

- inwestor nie znał zakresu prac wykonywanych przez powoda ani wysokości ustalonego między nim a generalnym wykonawcą wynagrodzenia,

- nie znał nawet danych firmy powoda,

- podwykonawcy nie uczestniczyli w naradach z inwestorem, ani nie podpisywali protokołów odbioru robót wobec inwestora,

- inwestor nie brał udziału w spotkaniach podwykonawców,

w związku z tym nie powinien odpowiadać za zapłatę ich wynagrodzenia.

Co więcej, zdaniem Sądu „z samego faktu obecności na budowie pracowników powoda ubranych w kamizelki z logo jego firmy oraz funkcjonowania na budowie samochodów z tym logo, nie można wywieść tak daleko idącego wniosku, że w sposób dorozumiany została wyrażona przez inwestora zgoda na wykonywanie przez powoda określonego zakresu prac na terenie prowadzonej budowy.”

Wyobraźmy sobie plac budowy, kilkudziesięciu o ile nie kilkuset pracowników, presja czasu, równolegle trwające prace w różnych obszarach, do tego wielu dostawców, usługobiorców, podwykonawców innych podwykonawców… Czy w takich okolicznościach można oczekiwać od członków zarządu inwestora, aby ustalali (najlepiej w trybie niezwłocznym), kto dokładnie pracuje na budowie (być może na podstawie kamizelek, o ile wszyscy ich używają), czy są to zgłoszeni podwykonawcy, czym się zajmują, a na końcu czy otrzymali wynagrodzenie? Odpowiedź jest chyba jednoznaczna.

Wcześniej w podobnym duchu (sprawa przeciwko gminie) wypowiedział się Sąd Okręgowy w Krakowie (wyrok z dnia 17 lutego 2015 r.).

Sąd stwierdził w uzasadnieniu, że sama wiedza inwestora o tym, że dany podmiot jest podwykonawcą nie świadczy o tym, że wyraża on zgodę na jego umowę z generalnym wykonawcą. W wyroku chodziło o sytuację, kiedy podwykonawca został co prawda przedstawiony inwestorowi podczas przekazania części robót, ale Sąd uznał, że takiej czynności nie można uznać za zgłoszenie, ponieważ inwestor nie otrzymał ani pisemnej umowy, ani żadnego innego dokumentu (była to co najwyżej zapowiedź oficjalnego zgłoszenia – które ostatecznie nie nastąpiło). A więc „sama wiedza o tym, że powód jest podwykonawcą, nie oznacza złożenia oświadczenia woli o wyrażeniu zgody na umowę wykonawcy z podwykonawcą.”

To bardzo ważne argumenty, sensowne i racjonalne, które być może zwiastują pozytywną zmianę i dają cień nadziei prywatnym inwestorom na to, że także w ich sytuacji ww. argumenty zostaną dostrzeżone.

Autor: Marta Hausmann, radca prawny, menedżer, Kancelaria Olesiński & Wspólnicy, biuro we Wrocławiu


Tagi: , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>