De lege artis – czyli ?

www.sxc.hu

Trwa kolejna, kontrowersyjna prawnie próba wykorzystania danych przedsiębiorców zamieszczonych w publicznych rejestrach do zarobienia pieniędzy.

Na czym polega problem i czy można szukać „wyjścia” z zawartej umowy?

Reguły postępowania serwisu lege-artis.edu.pl wydają się „prawnie” modelowe.

W znanych nam przypadkach, kolejno przedsiębiorca:1. otrzymuje mailem „zaproszenie do złożenia przez niego oferty” oraz link;

2. za pomocą linku wchodzi na stronę, gdzie ma możliwość zapoznania się z regulaminem „usługi” (regulamin zawiera wszystkie niezbędne elementy – w tym opis usługi, dane przedsiębiorcy, cenę);

3. klika „przeczytałem i akceptuję poniższy regulamin”, w tym momencie składa usługodawcy ofertę zawarcia umowy o świadczenie usług.

Następnie Usługodawca akceptuje ofertę zawarcia umowy, rozpoczyna świadczenie „usługi”, przesyła mailem potwierdzenie zawarcia umowy, wraz z wypunktowaniem jej kluczowych warunków, m. in. informacji o wynagrodzeniu za wyświadczenie usługi. Wszystkie dane przedsiębiorcy są uzupełnione „w umowie” automatycznie, bez potrzeby ich ręcznego wpisania w formularzu przez przedsiębiorcę.

Teoretycznie wszystko odbyło się de lege artis, czyli z łac. „wedle reguł sztuki”. Skąd więc zaskoczenie klientów-przedsiębiorców i kontrowersje związane z postępowaniem (znanego już z innych kontrowersyjnych „projektów”) twórcy serwisu? Diabeł tkwi „w szczegółach”. Wyżej opisany od strony prawnej model zawarcia umowy, oczyma przedsiębiorcy-klienta mógł nie wyglądać jak zawarcie umowy lub mógł nie całkiem przejrzyście wpływać na podejmowanie decyzji o zawarciu umowy.

Przykładowe, ujawnione w Internecie tytuły maila/„zaproszenia do złożenia oferty” brzmiały: „[nazwa Twojej firmy] – pilne”. Przykładowa treść: „To skandal! Proszę o wytłumaczenie <link z nazwą Twojej firmy>”. Strona i jej domena, do której kieruje link, używając łacińskiej frazy kojarzonej z wolnymi zawodami, mogły wywoływać wrażenie realizowania przez usługodawcę działalności z zakresu doradztwa prawnego, wzbudzają zaufanie. Natomiast prezentowany regulamin zaczynał się od załącznika nr 4 „Polityka cookies” – czyli czegoś czego szczerze, w praktyce, chyba nikt nie czyta. Następuje odruchowe, wyuczone na skutek zmian w prawie telekomunikacyjnym z 2013 r., zachowanie działające wg schematu: widzę „polityka cookies”, klikam „akceptuję”.

Czy w ogóle dochodzi do zawarcia umowy? Wielu użytkowników twierdzi, że nie miało świadomości, że zawiera umowę. Nie przyłożyli wagi do znajdujących się na stronie słów „przeczytałem i akceptuję regulamin”, samodzielnie nie podali kontrahentowi nawet jakichkolwiek danych swojej firmy. Niestety, osoby do których skierowano „ofertę” to przedsiębiorcy, a więc profesjonaliści, którzy nie są chronieni przez przepisy prawa na tych samych zasadach co konsumenci. Z zasady, przedsiębiorca powinien uważnie czytać umowy, które zawiera, a decyzje podejmować w sposób przemyślany – są to założenia wynikające z przepisów prawa cywilnego, konieczne dla zagwarantowania pewności obrotu. Stąd kwestionowanie faktu zawarcia umowy przez przedsiębiorcę lub podważenie skuteczności zawartej przez niego umowy będzie zwykle utrudnione – również w znanych nam przypadkach, teoretycznie przecież wszystko zasadniczo było napisane „czarno na białym”.

Co więc zrobić jeżeli w efekcie doszło do zakupu „usługi”, której rzeczywiście nie miało się zamiaru nabyć, a na mailu pojawia się faktura na niebagatelną sumę? Jeżeli w danym, konkretnym przypadku przedsiębiorca został wprowadzony w błąd w wyniku podstępu drugiej strony umowy, można rozważyć próbę uchylenia się od skutków prawnych złożonego oświadczenia woli – teoretycznie pozwoli to na „unieważnienie” umowy. Jak pokazuje orzecznictwo, w przypadku podstępu takim błędem może być również mylna motywacja (przykładowo klikam/zawieram umowę aby dowiedzieć się, co skandalicznego wydarzyło się w sferze działalności mojej firmy, co wymaga skomentowania – jeżeli takiej informacji w efekcie nie otrzymałem, zasadniczo mogę czuć się wprowadzony w błąd).

Czym więc jest „podstęp”? Jak wskazuje przykładowo wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dn. 12 lutego 2013 r. (sygn. akt I ACa 846/12) „powszechnie przyjmuje się, że działanie podstępne polega na świadomym wywołaniu u drugiej osoby mylnego wyobrażenia o rzeczywistym stanie rzeczy po to, aby skłonić ją do dokonania określonej czynności prawnej. Działanie podstępne jest zawsze naganne z punktu widzenia ocen etycznych, gdyż zakłóca w niedopuszczalny sposób proces decyzyjny innej osoby, doprowadzając tę osobę na podstawie zasugerowanych jej fałszywych przesłanek rozumowania do dokonania określonej czynności prawnej. Błąd może dotyczyć również sfery motywacyjnej, która stanowiła przyczynę złożenia oświadczenia woli.” To, że błąd w przypadku podstępu może dotyczyć również tzw. „sfery motywacyjnej” potwierdza też np. wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z dnia 29 listopada 2012 r. (sygn. akt I ACa 566/12).

Zgodnie z art. 88 § 1 Kodeksu Cywilnego, uchylenie się od skutków prawnych oświadczenia woli, które zostało złożone innej osobie pod wpływem błędu, następuje przez oświadczenie złożone tej osobie na piśmie (UWAGA: aby można było wysłać takie oświadczenie tylko mailem konieczne byłoby wiec skorzystanie z bezpiecznego podpisu elektronicznego weryfikowanego przy pomocy ważnego, kwalifikowanego certyfikatu). Takie oświadczenie zasadniczo musi trafić do jego adresata przed upływem roku od wykrycia błędu.

Oczywiście, każdy przypadek zawartej umowy należy rozpatrywać indywidualnie – w stosunkach pomiędzy przedsiębiorcami wykazanie błędu (tzw. wady oświadczenia woli) nie jest łatwe.

Niezależnie, trzeba mieć na uwadze, że samo wprowadzanie kontrahentów w błąd, zwłaszcza prowadzone na „skalę gospodarczą” może być uznane w pewnych wypadkach za czyn nieuczciwej konkurencji, jak również za przestępstwo – osoby pokrzywdzone mogą rozważyć zgłoszenie sprawy właściwym organom. Od strony usługodawców warto pamiętać, że swoją działalność gospodarczą należy budować nie tylko „zgodnie z zasadami sztuki”, ale także zgodnie z prawem i zasadami współżycia społecznego. W razie wątpliwości warto posiłkować się też zwykłą ludzką przyzwoitością.

Grzegorz Leśniewski, aplikant adwokacki, Starszy Konsultant w Kancelarii Olesiński&Wspólnicy


Tagi: , , , , , , , , , ,

Możliwość komentowania jest wyłączona.